LAST YEAR

Nie planowałam robić takiego posta, ale nagle, w jednej chwili coś mnie natchnęło i taadaa, jest! Podsumowanie całego roku. Mój własny rachunek sumienia, gdzie biorę pod lupę wszystkie dobre i złe wydarzenia, przeżyte chwile, swoje zachowanie, ludzi, których spotkałam na swojej drodze, aż w końcu, jak bardzo to na mnie wpłynęło i mnie zmieniło. Teraz mogę z całą pewnością stwierdzić, że o ile 2015 rok nie należał do moich ulubionych, to jednak dużo w tym roku przeżyłam. Zwiedziłam mnóstwo niesamowitych miejsc z najbliższymi mi osobami. Nauczyłam się wiele od obcych ludzi, których poznałam na swojej drodze. Pracowałam nad sobą, nad swoim zachowaniem, stosunkiem do innych i własnymi wadami. Jedną z moich wad jest samolubność. Często myślę o sobie i nie dbam o dobro innych, zwłaszcza najbliższych. Porównując siebie sprzed rokiem, mam przed oczami niezliczoną ilość bezinteresownych rzeczy, które zrobiłam w ciągu tego roku. Zauważyłam, że coraz bardziej zaczynam rozumieć innych ludzi, szanować i respektować ich zachowania, nastroje i inność. Każdy człowiek jest inny i do każdego trzeba podejść osobno, każdy też oczekuje od nas czegoś innego. Patrząc w przeszłość, widzę, jak niekiedy moje zachowanie krzywdziło innych i dziwię się, że te osoby jeszcze ze mną wytrzymują. Cieszę się z tego, że mam przyjaciół, na których mogę polegać i które wciąż są przy mnie, a ja mam dzięki temu motywację, by pracować nad sobą i moim popieprzonym charakterem i im to wszystko wynagrodzić. Podsumowując, nauczyłam się, jak obchodzić się z ludźmi, a to niełatwe zadanie dla introwertyków i zamkniętych emocjonalnie ludzi. 😛 Yeey!
Czuję się bardziej dojrzała od siebie sprzed roku. Rok to niewiele żeby dorosnąć, ale myślę, że mi się w jakiś sposób udało. Nie jestem już tak infantylna jak kiedyś, do wszystkiego podchodzę z dystansem i spokojem. Nabrałam rozsądku, który łatwo stracić w młodzieńczych latach. Chyba powoli mentalnie wkraczam w dorosłość i nie chodzi mi już o wiek (bo 18 lat skończyłam 3 lata temu), ale właśnie o zachowanie i podejście do życia. Co więcej, podoba mi się to. Oczywiście jestem smutna, że się starzeję, ale z drugiej strony im jestem starsza, tym czuję się lepiej sama ze sobą, fizycznie i psychicznie.
W ciągu tego roku popełniłam wiele błędów, które dużo mnie nauczyły. Przeżyłam wiele nieprzespanych nocy, przepłakanych nocy, dni pełnych depresji, spontanicznych i negatywnych w skutkach zachowań. Ale takie coś jest zdrowe. Musiałam to przeżyć, żeby być w tym miejscu, w którym jestem teraz, żeby poukładać sobie wszystkie priorytety w życiu, żeby odkryć, czego tak właściwie chcę, potrzebuję i mogę. Dlatego, jeśli jesteście w złym etapie w swoim życiu i myślicie, że nie ma z niego wyjścia, to nie martwcie się! Jestem zdania, że każdy z nas ma swoje trudności do przezwyciężenia, które nauczą go i przystosują do dalszego życia. Każdy z nas musi przejść przez te trudności, żeby odnaleźć szczęście. Ja nie jestem w 100% szczęśliwa. Mam swoje smutne dni, złe dni, jak i te dobre. Na szczęście więcej jest tych dobrych. A to już sukces!
Resztę podsumuję za pomocą zdjęć, czyli czymś, co stało się nieodłącznym elementem mojego życia. 😉

STYCZEŃ
Na moim blogu niewiele się wtedy działo, gdyż był to cięższy miesiąc w roku. Miałam dużo smutnych dni i tak właściwie nie miałam ochoty kompletnie na nic, a blog spadł na dalekie miejsce.
 ss-horz
1. W pierwszy dzień nowego roku pojechałam do przyjaciółki do Katowic, gdzie spędziłyśmy cały weekend jeżdżąc bezsensownie po Śląsku, słuchając Lany Del Rey. Obydwie miałyśmy złe i melancholijne nastroje, więc uzupełniałyśmy się nawzajem smutkiem i złością, kiedy obydwie miałyśmy dość zachowania tej drugiej. Wieczory spędzałyśmy na oglądaniu totalnie psychicznych filmów i tańczeniu o 1 w nocy do repertuaru Mamma Mia.
2. Większość stycznia spędzałam łażąc wieczorami po barach z przyjaciółmi. Nie wiem, skąd ja miałam tyle zdrowia na to (i pieniędzy).

 

xx-horz

3. Zakopana w łóżku notatek, styczeń, czyli zaczęła się moja pierwsza w życiu sesja. Trzy egzaminy, każdy zaliczony, lepiej lub gorzej.
4. Po sesji relaksujący tydzień spędzony w domu, w trakcie którego uciekłam od Warszawy, od ludzi, alkoholu i nauki (niezła kombinacja) i zaszyłam się w domu, oglądając wszystkie najlepsze filmy, jakie udało mi się znaleźć, czyli te z Audrey Hepburn, Dirty Dancing, Przeminęło z Wiatrem (4 godziny arcydzieła).

 

LUTY
W lutym razem z przyjaciółkami, znudzone Warszawskim, studenckim życiem, postanowiłyśmy gdzieś wyjechać i przy okazji uciec przed tym irytującym świętem, jakim są walentynki. Jakie miejsce jest zatem najlepsze na nie-spędzenie tego dnia? Oczywiście Paryż!
 
DD-horz
 
1. Paryż! Jak dobrze było tam powrócić, tym razem z najbliższymi i perspektywą całkowitej swobody. Spędziłyśmy tam pięć dni, nocując w najtańszym hotelu w mieście, który wyglądał jak kajuta ( a po każdym prysznicu na środku pokoju pojawiała się wielka kałuża wody). To chyba podróż, którą wspominam najlepiej. Już nie chodzi o moją miłość do Paryża, ale po prostu świetnie się tam bawiłyśmy!
2. Z najmilszych wspomnień, jakie sobie przypominam, to jak w pierwszy dzień po przyjeździe, wieczorem poszłyśmy pod wieżę Eiffle’a i jeździłyśmy na karuzeli, śmiejąc się, krzycząc, a dookoła nas rozświetlony nocą Paryż i wieża Eiffle’a. To był magiczny moment, którego nie zapomnę. Cudownie było też odwiedzić księgarnię Shakespeara, która jest chyba najbardziej urokliwym miejscem w Paryżu! Ujęła mnie swoim wystrojem i klimatem. Zakupiłyśmy kilka książek, a wcześniej zrobiłyśmy milion zdjęć przed i w środku księgarni (dopiero po wyjściu zauważyłyśmy plakietkę z zakazem zdjęć. No cóż…). Pamiętam jeszcze, że szukając tej księgarni spotkała nas straszna ulewa i byłyśmy całe przemoczone, jednak nie traciłyśmy entuzjazmu! Miło wspominam wszystkie wypady do muzeów, poranne kawy i croissanty, wieczorne drinki w knajpach. Pamiętam, gdy znalazłyśmy restaurację Polidor z filmu O północy w Paryżu i chciałyśmy się tam napić, tak jak Hemingway, ale po czekaniu pod drzwiami pół godziny, nie chcieli nam sprzedać samych drinków bez obiadu (a ceny też nie były ciekawe) więc sobie darowałyśmy :P.
 
xxxa-horz
3. Ostatni spacer po paryskich ulicach i pora wracać do domu!
4. Od razu po wylądowaniu w Warszawie zostałam sprowadzona na ziemię, dosłownie i w przenośni. Po cudownie spędzonym tygodniu pora wrócić do rzeczywistości. Straciłam kogoś ważnego w życiu. To było chyba jedno z najsmutniejszych doświadczeń w tym roku.
 
 MARZEC
Pora było wrócić na uczelnię, i do rzeczywistości, nieważne, jak ciężko by nie było. Marzec był miesiącem, kiedy wszystko zaczęło rozkwitać na zewnątrz, jak i w moim życiu. Powoli wychodziłam na prostą, zaczęłam też częściej udzielać się na blogu. W marcu w Warszawie odwiedziła mnie przyjaciółka i spędziłyśmy bardzo fajny weekend razem z nią i jej znajomymi (pozdro Kocie)!
DSC_2040-horz
1. Na blogu po długiej przerwie zaczęły pojawiać się stylizacje, a ja nabrałam ochoty i zaangażowania do pozowania przed kamerą.
2. Pod koniec marca razem z przyjaciółkami wyjechałyśmy na trzy dni do Budapesztu i to totalnie spontanicznie. Również bardzo miło wspominam tę podróż i jak najbardziej zaliczam ją do udanych, a Budapeszt pokochałam i chciałabym tam kiedyś wrócić!
KWIECIEŃ
 Kwiecień, czyli miesiąc, kiedy przyszło na pożegnanie kolejnej osoby z mojej rodziny, na które mimo wszystko byliśmy przygotowani, ale jednak to zawsze jest szok i niedowierzanie. Ciężkie dni w domu, odrobinę lżejsze w Warszawie.
 
20150409_202547-horz
1. Na początku kwietnia po raz pierwszy (i ostatni :P) zostałam zaproszona na fashion event marki Kiabi, która jest bardzo popularna we Francji. Nie powiem, było to dla mnie ogromne wyróżnienie i doświadczenie!
2.  Te czasy, kiedy zdjęcia robiłam moją małą cyfrówką i Iphonem. Teraz moje poczucie estetyki by tego nie wytrzymało.
MAJ
11289516_909292595783188_1775445566_n-tile
 Maj w życiu studenta to w skrócie koncerty, imprezy, cieszenie się pierwszymi ciepłymi dniami  i godzenie tego z nauką na kolokwia i przyszłe egzaminy w czerwcu. Nic ciekawego. Powyżej zdjęcia z koncertu Curly Heads na którym wylądowałyśmy na Nocy Muzeów, kiedy naprawdę chciałyśmy zwiedzić okoliczne muzea, ale skończyłyśmy na koncercie, a potem przy food truckach o 1 w nocy na kampusie.
 CZERWIEC
aaa-horz
  1. Ostatnie lekkie dni przed egzaminami, ostatnie spotkania ze znajomymi przed wakacjami i wolnym, czyli relaksowanie się na Warszawskiej plaży, gdzie przychodzi każdy i gdzie imprezuje dosłownie każdy.
2. Mój blog znowu stał się moim priorytetem i już nim pozostał do teraz.
LIPIEC
11709399_929642983748149_6402990540360048612_n-horz
 1. Lipiec czyli OPENER! Najlepiej spędzone 4 dni w roku! Zdecydowanie powtórzę to w przyszłym. Bawiłam się świetnie, ale o tym możecie poczytać tutaj.
2. Kupiłam nowy aparat, w koońcu! Co za tym idzie, nowa, lepsza jakość zdjęć na blogu.
SIERPIEŃ
P7300315
 1. Sierpień to w moim przypadku miesiąc wyjazdów. Na początek razem z przyjaciółkami odwiedziłyśmy Chorwację, bez totalnie żadnego planu, żadnych zaplanowanych noclegów, żadnych konkretów! To było intensywnie spędzone 12 dni, które były jednym z najciekawszych w całym roku. Pomijając to, że praktycznie codziennie umierałyśmy z powodu wysokich temperatur i duszności w powietrzu, było bardzo fajnie! 😛 W ciągu tych 12 dni odwiedziłyśmy 9 miast i każdy z tych dni zapamiętam na dłuugo!
P8180350-tile
2. Po wróceniu z Chorwacji miałam tydzień dla siebie, a potem wyjechałam na dwa tygodnie do Słowenii, w góry. Przyznam, że góry to nie jest mój ulubiony cel podróży. Prawie codziennie bolała mnie głowa z powodu wysokiego ciśnienia (mieszkalismy ponad 800 m npm), ale zwiedziłam duużo ciekawych miejsc, jak stolica Słowenii Lublana, wybrzeże Słowenii i parę ciekawych małych miasteczek. Udało nam się też odwiedzić Włochy i Wenecję, w której spędziliśmy cały dzień i było tam cudoownie! Oprócz tego zaliczyliśmy też parę włoskich i austriackich miasteczek. Podsumowując, intensywne dwa tygodnie! Oczywiście nie zapomniałam wtedy też o blogu, bo wzięłam laptop ze sobą i regularnie dodawałam posty.

 

WRZESIEŃ
P9050424-horz
Po miesiącu intensywnego podróżowania ostatni miesiąc wakacji spędziłam w domu, co było dla mnie idealnym wyjściem. Odpoczęłam, spędziłam dużo czasu z rodziną, spotykałam się z przyjaciółmi i często aktualizowałam bloga. Robiłam dużo zdjęć, z których jestem zadowolona. Poza tym czułam się szczęśliwa.
PAŹDZIERNIK
aaaz-horz
1. Październik, czyli pora wrócić do Warszawy i na studia. Zaczęłam drugi rok. Tak właściwie to miałam w tym semestrze tak mało zajęć, że w ogóle nie czułam, że studiuję. Po nowym roku pewnie się to zmieni i rozkręci. Zajmowałam się więc głównie blogiem. No i zamieszkałam z przyjaciółką, i o ile nie sądziłam, że wytrzymam z kimkolwiek 24h na dobę w jednym pomieszczeniu, to jednak daję radę, a co za tym idzie, jest bardzo fajnie! Obalam więc mit, że zamieszkanie z przyjaciółmi powoduje natychmiastowe znienawidzenie się. Nie w naszym przypadku 😉
2. Pod koniec października urządziłyśmy też imprezę halloweenową. Fajnie było się poprzebierać i zaprosić znajomych, z którymi rzadko się teraz widuję!
LISTOPAD
37

Albo mam totalną sklerozę i nie pamiętam, co robiłam miesiąc temu, albo listopad był najnudniejszym miesiącem w roku. Chyba jednak to drugie. Większość czasu spędzałam nad blogiem, poza tym było wtedy tak zimno, że stałam się domatorem i naszła mnie chandra jesienna polegająca na braku chęci na wychodzenie z domu (myślę, że każdy z nas to kiedyś przeżył).

GRUDZIEŃ
IMG_7297-horz
Dziwne, że nie potrafię podsumować ostatnich przeżytych miesięcy, a o tych starszych mogę się rozpisywać i rozpisywać…
Grudzień zdecydowanie jest tym najprzyjemniejszym miesiącem, kiedy nawet najwięksi pesymiści nabierają tę umiejętność cieszenia się z małych rzeczy, czyli kolorowych światełek na ulicy, ciepłych wieczorów pod kołdrą, z serialami, filmami, mnóstwem słodyczy i kotem jako dodatek. No i święta, czas, kiedy nagle nawet największy gbur z okolicy jest dla ciebie miły! Ale ten okres już za nami, a mi minął całkiem przyjemnie. Nie lubię samej koncepcji wigilii i z chęcią same święta spędziłabym w inny sposób, aczkolwiek ostatnie dni były bardzo przyjemne, kiedy codziennie siedziałam wieczorami z rodziną, oglądając ulubione filmy, a za dnia spotykałam się z przyjaciółmi. Te ostatnie dni zleciały niesamowicie szybko, jak to zawsze i jeszcze nie nacieszyłam się domem, a jutro już nowy rok!
Więc, to tyle. Tak wyglądał cały mój rok, bez żadnej ściemy. Wiem, że niektóre blogerki pokazują swoje życie tylko z tej pozytywnej strony, jednak gdybym ja też tak zrobiła, okłamałabym samą siebie. Życie składa się z dobrych i złych momentów, więc dlaczego mamy ukrywać te gorsze? One też ostatecznie wychodzą nam na dobre, bo czegoś nas uczą.
Chyba pierwszy raz tak bardzo otworzyłam się na tutaj, na blogu, przed wami, i nie wiem, czy to dobrze, czy źle. Nie wiem, jak zareagujecie, ale mam nadzieję, że będziecie wyrozumiali. Nikt nie jest idealny i nikt nie ma idealnego życia. Ja jedynie mogę starać się, by być jak najlepsza i dawać z siebie jak najwięcej.

39 Comments

Add Yours
  1. 12
    AGA-KA

    może to wszystko, to pokazywanie tylko dobrych stron, ma za zadanie zaprogramować na dobre myślenie? 🙂 fajnie, że szczerze opisałaś cały rok – doceniam. mam nadzieję jednak, że wszelkie najgorsze chwile za Tobą i 2016 będzie pełen dobrych wydarzeń i pozytywnej energii! :*

  2. 15
    Dalena Daily

    dobre myślenie nie sprawia, że przydarzają nam się same dobre rzeczy, ponieważ życie składa się z tych dobrych i złych i nie powoduje też, że te złe w jakiś sposób blakną.

  3. 17
    Emilia Versjada

    Bardzo fajne podsumowanie! Naprawde ciesze sie ze ktos wreszcie takie zrobil bo mam powoli dosc czytania tylko jakichs super ekstrawaganckich momentow z zycia! Wycieczka do Chorwacji na spontanie? Jezu zazdroszcze ja jestem zbyt duzym cykorem! 😀 Jakie ty masz noooogi! *_*
    Szczesliwego Nowego Roku!

    Versjada

  4. 23
    Karolina Antosik

    rewelacyjny post – świetne, szczere podsumowanie. To prawda w życiu mamy i te gorsze dni, w trakcie których nic nie potrafi zmotywować nas do działania a świat widzimy wyłącznie w ciemnych barwach ( wiem o czym mówię, przez kilak lat walczyłam z depresją), Jednak u Ciebie działo się też dużo pozytywnego – te wszystkie podróże 🙂 Życzę Ci jak najwięcej radosnych chwil w tym Nowym 2016 roku 🙂

  5. 35
    Blue Carmen

    Fajny pomysł na podsumowanie. Śliczne zdjęcia 🙂
    Ja osobiście lubię przeanalizować miniony rok, ale robię to zawsze w swoje urodziny. Nowy rok nie wiele dla mnie zmienia, poza tym, że muszę kupić nowy kalendarz. A na zmiany i postanowienia zawsze jest dobry czas, więc nigdy nie czekam z tym na nowy rok 🙂
    Pozdrawiam serdecznie!

Leave a Reply