Livin’

Kolejny październikowy weekend, który zapewne znowu zakończy się dla mnie o wiele za szybko. Wczoraj wróciłam z Warszawy, dość późno. Chyba jeszcze nigdy nie jechałam pociągiem w Polsce, który by przyjechał na czas. A wy?
Generalnie, to jest dość dziwnie. Rok temu, mieszkając przez miesiąc w Lublinie, nie odczułam jakoś tej wielkiej różnicy między życiem na wsi a w mieście. Tłumaczyłam to tym, że to był okres kiedy zaczęłam dość sporo podróżować i przyzwyczaiłam się do tego chaosu… Ale w tym roku też odbyłam kilka podróży, a mimo to życie w Warszawie strasznie mnie męczy. I odczuwam tę różnicę wynikającą z miejsca zamieszkania. Kiedy wczoraj przyjechałam do domu, z jednej strony czułam spokój, bezpieczeństwo i wytchnienie, z drugiej odczułam brak tego hałasu i pośpiechu. Mimo wszystko cieszę się, że jestem w domu. Brakowało mi mojego łóżka, przytulania kotów, chodzenia wokół domu po kolorowych, zeschłych liściach i wdychania świeżego, orzeźwiającego powietrza. Jutro powrót do Warszawy, ale staram się o tym nie myśleć.
No i w środę zamówiłam sobie nowy laptop. Pora wymienić ten, który z dnia na dzień coraz bardziej się rozsypuje i praktycznie nic już na nim nie działa. Technologia idzie teraz tak do przodu, że laptop kupiony 7 lat temu jest już praktycznie do niczego. Miał przyjść wczoraj, jednak nadal go nie ma, nad czym ubolewam. A z racji tego, że jutro już wyjeżdżam, to pewnie będę mieć go dopiero w następny piątek…
Co do życia w Warszawie, to skłamałabym, gdybym przyznała, że zaczynam się przyzwyczajać, ale nie jest źle. Brakuje mi jednak znajomych i praktycznie codziennie mam ochotę coś zrobić, gdzieś wyjść, pojechać i się nie zatrzymywać. Ograniczają mnie jednak studia i fakt, że nie mam nikogo takiego bliskiego w Warszawie.
Wczoraj w końcu mogłam się cieszyć ubraniami zamówionymi dwa tygodnie temu w Choies. Nie mogę się doczekać, aż przedstawię je wam w outficie! Generalnie mam mnóstwo pomysłów, ale nie pozwala mi ich zrealizować to, że nie ma mi kto robić zdjęć, a w weekend ja za bardzo nie mam czasu ani ochoty nigdzie wychodzić.
Kończę. Zostawiam was ze zdjęciami zrobionymi jakieś dwa tygodnie temu. Mój ulubiony zestaw ubrań, czyli szeroka koszula i ciemne obcisłe jeansy, plus jakaś ramoneska. Gdybym mogła, chodziłabym tak codziennie.

JACKET- BERSHKA
SHIRT- H&M
JEANS- BERSHKA
BAG- TALLY WEIJL
SHOES- DEICHMANN
Separator image Posted in OUTFITS.

24 Comments

Add Yours
  1. 3
    Polinska

    Dobrze rozumiem, że ze wsi przeprowadziłaś się do Warszawy? Jeśli tak, to na pewno była to ogromna zmiana i minie sporo czasu zanim się zaklimatyzujesz, jednak spodoba Ci się tam. Życie na wsi, tak samo jak i w mieście ma swoje plusy i minusy. Powodzenia piękna!

    http://polinska.blogspot.com

Leave a Reply