Kraków, 19.09.2014

Cześć! Jeśli macie dość postów typowo podróżniczych, to muszę was zasmucić- dzisiejszy także taki będzie. Ale to już ostatni, gdyż przez najbliższy czas nigdzie się nie wybieram… niestety.
W Krakowie byłam w poprzednim miesiącu i był to mój pierwszy raz w tym mieście. Odwiedziłyśmy go z Sylwią dwa dni po powrocie z Pragi (poprzedniego dnia byłyśmy w Katowicach). Podobno bezpośrednia podróż z Pragi do Krakowa to najgorszy możliwy sposób na poznanie i polubienie tego miasta- i to jest prawda. Nie potrafiłam docenić piękna Krakowa po zakochaniu się w stolicy Czech. Ale było fajnie. Pewnie jeszcze kiedyś tam wrócę. Głównym punktem naszego zwiedzania był rynek, Wawel i okoliczny park, czy, jak nazywają to krakowianie, “planty”. Siedziałyśmy jeszcze trochę przy Wiśle, wcześniej spędziłyśmy spokojne popołudnie w shisha barze, a na zakończenie poszłyśmy na pizzę (którą siłą wymusiłam, haha, to codzienne żywienie się na pizzy).
Wieczorem tata Sylwii zabrał nas na przejażdżkę po Chorzowie, a zakończenie dnia spędziłyśmy w łóżku z kotami i serialem Witches of East End. Tęsknię za tymi wieczorami tak bardzo! To był ostatni dzień, który razem spędziłyśmy. Nazajutrz miałam pociąg o 9 rano z Katowic. Czekał mnie czteroipółgodzinny powrót do domu.

9 Comments

Add Yours

Leave a Reply